— Jeżeli tak, miłościwy panie — odparła Giletta — to znaczy, zasłużyłam na Beltrama z Roussillonu, którego jeszcze w dzieciństwie pokochałam, aby do tych pór niezmienną miłością go darzyć.

Spełnienie tego żądania niemałą rzeczą królowi się zdało, jednakoż, raz dawszy słowo, nie chciał go teraz łamać, dlatego też kazał przywołać Beltrama i rzekł doń:

— Jesteś już źrałym139 mężem, Beltramie! Wolą moją jest, abyś powrócił w swoje strony i grabiostwem swoim sam rządzić zaczął, a przy tym zabrał z sobą pewną panienkę, którą ci za żonę przeznaczam.

— Któż jest tym dziewczęciem? — zapytał Beltram.

— Ta, której umiejętności zdrowie swoje zawdzięczam — odparł król.

Beltram, który już Gilettę widział, chociaż bardzo urodziwą ją znalazł, znając jej stan niski, na wszem przeciwny jego znacznemu rodowi, odparł gniewnie:

— Chcecie mi dać za żonę znachorkę, miłościwy panie? Strzeż mnie, Boże, abym kiedykolwiek podobną małżonkę miał do domu mego wprowadzić!

— Pragniesz więc do tego mnie przywieść, abym złamał me słowo, dane dzieweczce, która mnie wyleczyła i która w nagrodę za swe usługi zażądała cię na męża? — spytał król.

— Możecie mi odjąć wszystko, co posiadam — odparł Beltram — i jako podwładnego swego oddać mnie, komu się wam podoba, ale zaręczam wam, że nigdy nie będę w takim stadle szczęśliwy.

— A ja mniemam całkiem przeciwnie — rzecze król — bowiem dzieweczka jest urodziwa i rozumna wielce, a do tego gorąco cię miłuje. Pewien jestem, że będziesz z nią szczęśliwszy niźli z jakąś damą ze znacznego rodu.