Tymczasem Pyrrhus, siedząc na drzewie, to samo ciągle powtarzał, co tak wreszcie zniecierpliwiło Nikostrata, że zawołał:

— Zleź!

Pyrrhus posłuchał, zsunął się z gruszy i stanął przed Nikostratem.

— Coś widział, jako powiadasz, z drzewa? — zapytał Nikostrato.

— Możecie mnie za głupca lub urzeczonego poczytać — odparł Pyrrhus — jednakoż skoro już wiedzieć chcecie, opowiem o wszystkim, com widział. Nie zaprzeczycie mi chyba, panie, że pieściliście gorąco swoją żonę, podczas gdym ja siedział na drzewie. Dopiero gdy schodzić zacząłem, zerwaliście się i usiedliście na tym miejscu, gdzie was teraz widzę.

— Zaiste, chybaś zmysły postradał! — zawołał Nikostrato — od chwili jak wszedłeś na to drzewo, ja ani żona nie ruszyliśmy się z miejsca, na którym nas zostawiłeś.

— Dajmy więc temu pokój, com widział, tom widział — odrzekł drwiąco Pyrrhus. — Zresztą używaliście, panie, swojej własności, nikt wam więc tego za złe wziąć nie może!

Nikostrato, zadziwiony coraz bardziej tym, że Pyrrhus tak uparcie przy swoim twierdzeniu obstaje, zawołał:

— Czekaj! Wejdę tedy1091 sam na drzewo i przekonam się, czyś ty oszalał, czy też ta grusza zaczarowaniu podlega.

To rzekłszy, na wierzchołek drapać się począł. Dama i Pyrrhus, ujrzawszy go na gałęzi, jęli się pieścić nawzajem. Na ten widok Nikostrato wrzasnął z drzewa: