To rzekłszy, zwrócił się do sługi swego:
— Oddaj jej suknie i wskaż, gdzie ma szukać swojej pani.
Służka, poznawszy suknie, okrutnie się przeraziła, sądziła bowiem, że już swoją panią martwą znajdzie.
Pohamowawszy z trudem okrzyk grozy, zaraz po odejściu Rinieriego pobiegła za jego towarzyszem ku wieży.
Tymczasem zdarzyło się, że jednemu z wiejskich robotników wdowy zabłąkały się gdzieś dwie świnie. Wybrał się na poszukiwanie ich, a zbliżywszy się do wieży, niebawem po odejściu uczonego, usłyszał nagle jęki nieszczęśliwej białogłowy. Zaciekawiony, wydrapał się, jak mógł najwyżej, i zapytał:
— Kto tam tak płacze?
Wdowa poznała swego robotnika po głosie. Zawoławszy nań po imieniu, rzekła:
— Idź po służącą moją i duchem ją tu przyślij.
— O dla Boga, madonno, co was tutaj przywiodło! — zawołał kmieć. — Służka wasza szukała was przez dzień cały. Komuż jednak mogło przyjść na myśl, że się tu znajdujecie.
Rzekłszy te słowa, podniósł drabinę, naprostował i umocnił szczeble. W tej chwili nadbiegła służka. Poczciwa dziewczyna wstąpiwszy na drabinę dała folgę łzom i załamując ręce zawołała: