Oczyma patrzy w niebo, to znów na mnie...
Chodź — mówi wreszcie — tędy, przez ten kościół
Pójdziemy prosto... Idę, z dreszczem patrzę
Na rozpadnięte ściany... Ona staje...
Widzę, że jestem na zwalonych stopniach
Ołtarza, który mchem już porósł. Co się
Działo tam ze mną, kiedy ona nagle,
Łzy rzewne lejąc, załamując ręce,
Do stóp mych padła...