Nieokrzesany, zesłany przed czasem

W ten świat oddechu, i to tak koszlawo

I nieudatnie, że psy ujadają,

Gdy sztykutając mimo nich przechodzę;

Ja w ten piskliwy czas pokoju nie mam

Innej uciechy, którą bym czas zabił,

Jak chyba śledzić własny cień na słońcu,

I rozpatrywać szpetność mej postaci.

Nie mogąc przeto zostać adonisem,

By godnie spędzić ten ciąg dni różanych,