— Szczególne przebudzenie. — Ciekaw też jestem, gdzie się właściwie znajdujemy?
— Ja również. Pędzimy, zdaje się, z zawrotną chyżością.
Wyjrzeli przez okno. — Nic — pustka. Tylko silny chłodny prąd wiejący z zewnątrz nasuwał przypuszczenie, że pociąg leci jak furia.
— To dziwne — zauważył Ryszpans. — Absolutnie nic nie widzę. Pustka w górze, pustka w dole, pustka przede mną.
— A to sensacje! Jest niby dzień, bo jasno, lecz słońca nie widać, a mgły nie ma.
— Płyniemy jakby w przestworzu. Która też może być godzina?
Spojrzeli równocześnie na zegarki. Po chwili inżynier podniósł oczy na towarzysza i spotkał się z jego spojrzeniem mówiącym to samo:
— Nic odczytać nie mogę. Godziny zlały się w czarną falistą linię...
— Po której wskazówki przesuwają się błędnym, nic nie mówiącym ruchem.
— Fale trwania przelewające się jedna w drugą, bez początku i końca...