— Bada przestrzeń — mruknął uśmiechnięty złośliwie. — Nic nie pomoże. Licho nie śpi.
Tymczasem nerwowy pasażer wrócił do wagonu.
— Czy pociąg nasz skrzyżował się już z pospiesznym z Gronia? — zapytał z wysilonym spokojem, spostrzegłszy konduktora.
— Dotąd nie. Spodziewamy go się lada chwila. Zresztą być może, wyminiemy go na stacji kresowej; nie jest wykluczone spóźnienie. Pospieszny, który ma pan na myśli, nadjeżdża z bocznej linii.
W tej chwili odezwał się z prawej strony gwałtowny łoskot. Za szybą przemknął olbrzymi kontur zionący mietlicą iskier, a za nim lotem myśli prześmignął łańcuch czarnych pudeł, oświeconych wykrojami czworokątów. Boroń wyciągnął rękę w kierunku znikającego już pociągu :
— Otóż i on.
Niespokojny pan z westchnieniem ulgi wyciągnął papierośnicę i podał ją konduktorowi:
— Zapalmy sobie, panie konduktorze. Moerisy oryginalne.
Boroń przyłożył rękę do daszka czapki:
— Dziękuję pięknie. Ćmię tylko fajkę.