— Popij!
— Dziękuję. Wiesz, miałem w tej chwili szczególną sensacyę: zdawało mi się, że ryba jest zatrutą.
Norski wbił mi paznokcie w ramię, aż syknąłem z bolu.
— Oszalałeś?! — zapytał cały wzburzony.
— Ależ rozumiem wybornie, że to tylko proste wrażenie i nic więcej; takie sensacye przychodzą czasem ni stąd, ni z owąd. Zresztą minogi były doskonałe, brałem już drugą porcyę. Był to moment tylko. Jestem gotów jeść dalej.
— Nie! Ja nie pozwolę. Lecz, by cię upewnić, sam spróbuję.
I wziąwszy z półmiska drugą połowę, począł jeść. Zawstydzony usiłowałem protestować:
— Ależ ja ci wierzę, Ryszardzie. Nie bądź-że dzieckiem.
Lecz Norski spożył rybę do końca, poczem ponownie zapaliwszy drżącą ręką papierosa, przeprosił mnie i odszedł do sypialni.
— Wybacz — rzucił na pożegnanie — jestem trochę zdenerwowany. Przeraziłeś mnie. Adasiu zostaniesz tymczasem z panem.