Wyciągnął daleko przed siebie nogi, łyknął haust absyntu i patrząc mi w oczy z zagadkowo tajemniczym wyrazem, zaczął:
— A wiesz, Dzierzbo, z kim grał w szachy twój doktor?
— Skądże mam wiedzieć? O nazwisko partnera nie pytałem.
— Ze mną.
Stachur z widoczną satysfakcją śledził wrażenie wywołane tą enuncjacją.
— Wolne żarty. Kpisz czy o drogę pytasz?
— Mówię całkiem serio. Pan doktor grał wczoraj wieczorem koło siódmej tę partię ze mną vulgo z profesorem Czelawą.
— Kłamiesz, Stachur. Czelawę znam z wykładów uniwersyteckich, lubo nie osobiście; był niegdyś mym profesorem; wykładał psychologię stanów anormalnych.
— Bajecznie! Cudownie! Witam cię, kochany uczniu! Stachur kordialnie ujął mię w ramiona.
— Zwariowałeś?