A Ciężkołów coraz to bardziej się zapadał, niczym moździerz z brązu na piaszczystej plaży.

Zgodnie z tym, co wyczytał jeden z jasnowidzów, tylko sprzyjający układ gwiazd mógł przywrócić królewiczowi zdrowie, a bez tegoż wszelkie czynione zabiegi na nic się zdały.

Królowa więc co rusz podbiegała do okna i wołała do czuwającego na wieży astrologa.

— Mistrzu Szymonie, co też widzisz w oddali?

— Nic, wasza wysokość... Widzę naszą flotę, która powraca z Ziemi Świętej.

Ciężkołów coraz to bardziej zapadał się w ziemi.

— Mistrzu Szymonie, co teraz widzisz?

— Nic takiego, wasza wysokość... Widzę powracające z ciepłych krajów czaple.

— Mistrzu Szymonie, co teraz widzisz?

— Nic, wasza wysokość... Widzę galerę wenecką z ładunkiem kości słoniowej.