Do zamku księcia natychmiast wyruszył posłaniec. Moment wolności młodego uciekiniera dobiegał końca.

Smutny i zamyślony książę spacerował po tarasie markiza, czekając na przyjaciół, którzy mieli po niego przybyć i na powrót zabrać do złotej klatki.

— O czym myślisz, książę? — zapytał go markiz.

— Myślę, że jestem niczym, myślę, że tylko ze względu na mój tytuł i moje pieniądze świat jest dla mnie dobry. Oto, co się dzieje, gdy nie ma się ani jednego, ani drugiego...

— Drogie dziecko — odpowiedział markiz — przychodzi dzień, w którym nawet królowie zostają pozbawieni całego swojego majątku. W tym dniu liczy się wyłącznie to, czego dokonali, a nie to, kim byli.

Książę zamyślił się przez chwilę, a następnie rzekł:

— W takim razie postaram się czegoś dokonać...

— Życzę ci tego z całego serca, drogie dziecko!

I stary białowłosy człowiek czule pogłaskał jasną głowę ostatniego księcia.

Przekład — Sara De Gaetano