— Czego mógłbym chcieć więcej, mój panie!
— A zatem jutro z samego rana pójdziesz na polanę i przytniesz wrzosy, a ja o zachodzie słońca przyniosę ci zapłatę.
— Panie, chyba zapomniałeś, że jutro jest Boże Narodzenie, najświętszy dzień w roku. Ale pojutrze z zapałem zabiorę się do pracy.
— Chyba się nie zrozumieliśmy... Coś mi się wydaje, że wcale nie jesteś tak ubogi, jak mówisz.
— Bóg mi świadkiem, że umieram z głodu!
— Zrób zatem, co mówię.
Wówczas Fortunato usłyszał dobiegające z wnętrza chaty błagalne jęki głodnych dzieci.
— Dobrze! Zrobię, co zechcesz, dla dobra moich dzieci. A Bóg z pewnością mi wybaczy!
— Idź zatem jutro na wrzosowisko, a o zachodzie słońca zjawię się z pieniędzmi.
I nieznajomy zniknął.