„Matka Charouska!” — zabrzmiało we mnie.
— Nie wie pani jej imienia?
Miriam potrząsnęła głową.
— Jeśli panu na tym zależy — czy mam się dowiedzieć?
— Ach nie, Miriam, jest to dla mnie zupełnie obojętne.
Po jej błyszczących oczach zauważyłem, że w zapale się przegadała. Nie powinna już się opamiętać, rzekłem sobie.
— Ale co mnie interesuje więcej, to temat, o którym pani przedtem pobieżnie mówiła. Ja myślę o „wiosennym wietrze” — ojciec pani na pewno przecież nie oznaczył pani czasu, kiedy pani ma wyjść za mąż?
Roześmiała się wesoło.
— Mój ojciec? skądże panu to przyszło do głowy?
— No to wielkie szczęście dla mnie.