Na ciemnym przejściu schodów na pierwszym piętrze zatrzymaliśmy się — i chciałem się z Charouskiem pożegnać.
— Zaczynam się domyślać, jaki był cel pańskiej komedii. Pan — pan chciał, żeby Wassertrum się tą flaszką otruł.
Powiedziałem mu to w oczy.
— Oczywiście — rzekł Charousek najspokojniej.
— I pan sądzi, że ja do tego przyłożę swoją rękę.
— Wcale to niepotrzebne.
— Ale mówił pan, że ja muszę Wassertrumowi flaszkę oddać.
Charousek wstrząsnął głową.
— Gdy pan teraz wróci, to zobaczysz, że on ją natychmiast weźmie i schowa.
— Jak pan to może przypuszczać? — pytałem zdumiony. — Człowiek jak Wassertrum nigdy się nie zabije — zbyt tchórzliwy jest po temu386 — nigdy nie czyni nic pod gwałtownym impulsem.