Nie, to był maj — czas, w którym Zwak ze swym teatrem kukiełek błądzi po prowincji i na zielonych łąkach wygrywa historię sinobrodego rycerza.


Siedziałem w celi samotny. — Vossatka, podpalacz, mój jedyny towarzysz na ten tydzień, parę godzin temu zaprowadzony został do sędziego śledczego.

Przesłuchanie trwało dziwnie długo.

Oto żelazny rygiel u drzwi zazgrzytał. Z promienną od radości twarzą wpadł do celi Vossatka, rzucił tłumok ubrania na pryczę i z szybkością wiatru zaczął się przebierać. Kostium więzienny — sztukę po sztuce — z przekleństwem rzucał na podłogę.

— Nic mi nie mogli dowieść, te dranie! Nic! Podpalenie! — A jakże! wskazującym palcem dotknął dolnej powieki, rozszerzając oko po łobuzersku. Na Vossatkę za młode wy głupcy! Wiatr był — powiedziałem. No i na tym stanęło. Teraz niech sobie szukają wiatru w polu! No, serwus, dziś wieczorem. To się wyrówna. U Loisiczka! Rozwarł ramiona i zatańczył „tupanego”: Tylko raz w życiu kwi-iitnie maj!

— Nałożył sobie małą ceratową czapeczkę na głowę. — — Ale — właśnie — to pana zaciekawi, panie hrabio! Wie pan nowinę413? Pański przyjaciel, Lois, wyłamał się, uciekł! Właśnie tam na górze dowiedziałem się o tym u tych drani. Już przeszłego miesiąca — wypłynął sobie na łąkę — i jest teraz het — het za górami — — tu palcami uderzył się kilkakrotnie w rękę.

— Acha, pilnik! — pomyślałem sobie i uśmiechnąłem się.

— Tedy, życzę panu, panie grafie414 — podpalacz po koleżeńsku rękę mi podał — aby pan możliwie w najprędszym czasie odzyskał wolność, A jeżeli panu kiedy zabraknie pieniędzy, to niech pan tylko u Loisiczka zapyta o czarnego Vossatkę. Każda dziewucha mnie panu wskaże! Tak! Zatem serwus, panie hrabio. Było mi bardzo przyjemnie.

Jeszcze stał we drzwiach, gdy strażnik wprowadził do celi nowego więźnia, znajdującego się pod śledztwem.