Alfons kiwnął pogardliwie głową:

— Gdybym rzeczywiście rabunek popełnił, tobym się do niego nie przyznał! Co pan sobie o mnie myśli? — Zacząłem powoli rozumieć. Poczciwy chłop użył podstępu, aby mi do więzienia przemycić list Charouska.

— A w dodatku — zrobił bardzo zamyśloną minę — muszę pana nauczyć efilepsji417.

— Czego?

— Efilepsji. Niech no pan pilnie patrzy i dokładnie uważa na wszystko. — Naprzód wykrzywić trzeba gębę — tak! — wydął policzki, poruszał nimi w prawo i w lewo jak ktoś, kto płucze usta. Potem piana z ust wychodzi — to się robi tak i — pokazał, jak to się robi z zupełną naturalnością. Potem ściskam duży palec pięścią. — Potem wywracam oczy — jął418 okropnie zezować — potem, a to jest najtrudniejsze — zaczynam krzyczeć i wyć okropnie. O tak: ba-bu-bu! i zarazem upadam na ziemię. — Runął w całej długości na podłogę, aż ziemia jękła — i wstając powiedział: To jest naturalna efilepsja — jak tego nas nauczył doktor Hulbert w „Batalionie”.

— Rzeczywiście, łudząco podobne — rzekłem — ale do czego to wszystko służy?

— Bo wtedy cię z celi wyprowadzą — objaśnił Piękny Wencel. — Doktor Rozenblatt jest to ostatnie bydlę. Wszystko mu jedno. Kiedy już ktoś zdycha do cna, Rosenblatt zawsze powie: chłop zdrów jak ryba. Tylko efilepsji boi się jak byk czerwonej płachty! Jeżeli kto umie to zrobić, to zaraz go przeniosą do celi dla chorych! — — — A wtedy wydostać się stamtąd to zabawka dziecinna — i tajemniczo dodał szeptem — kraty w oknie celi szpitalnej są przepiłowane i tylko słabo gnojem zaklepane! To jest tajemnica batalionu! — Parę nocy jeno419 czujnie bacz420, a gdy zobaczy pan z dachu w okno spływającą pętlę na sznurze — podnieś pan lekko kratę, byle nikt tego nie zauważył, włóż ramiona w pętlę, a my pociągniemy pana na dach — i spuścimy na drugiej stronie na ulicę. — I basta!

— Dlaczegóż mam z więzienia uciekać? Przecież jestem niewinny.

— To nic nie znaczy. Uciec można zawsze — odpowiedział piękny Wencel, a z podziwu oczy mu aż się zaokrągliły.

Całej swej elokwencji421 użyć musiałem, aby ten cały obłędny plan, wynik jakiejś nauki batalionu — przedstawić mu jako bezowocny.