— Czy i Miriam zniknęła?
Zniknęła. Tak. Bez śladu.
Westchnąłem, zacząłem biegać po pokoju tam i z powrotem, tak że trzej żołnierze pytająco spoglądali na siebie.
Jaromir starał się mnie uspokoić i próbował jeszcze mnie o czymś powiadomić, o czym wiedział: położył głowę na ramieniu, jak osoba uśpiona.
Oparłem się o blat stołu:
— Na imię Jezusa, czy Miriam umarła?
Potrząśnięcie głową. Jaromir znów powtórzył gest uśpienia.
— Czy Miriam była chora? — Narysowałem flaszkę lekarstwa.
Potrząśnięcie głową. Znów przyłożył Jaromir skroń do ramienia.
Świt jasny rozwidnił izbę, płomienie gazowe gasły jedne po drugich i ciągle jeszcze nie mogłem uchwycić, co znaczyły gesty Jaromira. —