Zwak otulił mnie siłą w palto i zawołał:
— Mistrzu Pernath! chodź z nami do Loisiczka, to ożywi siły pańskiego ducha!
Noc
Bezwiednie pozwoliłem Zwakowi sprowadzić się ze schodów.
Coraz wyraźniej czułem zapach mgły, wciskającej się z ulicy do domu.
Jozue Prokop i Vrieslander szli o parę kroków przed nami i słychać było, jak rozmawiali przed bramą na ulicy.
— Musiał wpaść do ścieku — niech go diabli wezmą.
Wyszliśmy na ulicę i zobaczyłem, jak nachylony Prokop szukał marionetki121.
— Cieszy mnie. że nie możesz znaleźć tej głupiej głowy — mruknął Vrieslander.
Stanął przy murze, a gdy wciągał ogień z zapałki do swej krótkiej fajki, twarz jego w małych odstępach czasu świeciła rażąco i znów gasła. Prokop zrobił mocny ruch ręką, nakazując milczenie, pochylił się jeszcze bardziej, ukląkł prawie na chodniku.