A są jak gdyby sen,
Niby trawa, która wnet powiędnie —
A pod wieczór będzie ścięta — i uschnięta.173
— Kto był ten nieznajomy, co mnie szukał u mnie w domu i dał mi księgę Ibbur174. Czym go widział na jawie, czy we śnie? — chciałem zapytać, lecz Hillel mi odpowiedział, zanim swą myśl wyraziłem w słowach:
— Przypuść, że człowiek, który przyszedł do ciebie i którego zowiesz Golem175, oznacza przebudzenie umarłego poprzez najwewnętrzniejsze życie duchowe. Wszelka rzecz na ziemi — niczym innym nie jest, jeno176 symbolem, przyodzianym w proch. — Jak ty myślisz okiem? Wszelką formę, którą spostrzegasz, myślisz okiem. Wszystko, co zgęstniało do formy, było przedtem istotą widmową. —
Czułem, że te pojęcia, co dotychczas siedziały w moim mózgu jak na kotwicy, zerwały się i jak okręty bez steru pognały po bezbrzeżnym morzu.
Pełen spokoju Hillel mówił dalej:
— Kto jest przebudzony, ten nie może już umrzeć; sen i śmierć są dla niego tym samym.
— Już nie może umrzeć? — głuchy ból mną zaszarpał.