Antoni uchodzi i dostrzega w ciemnym kącie gromadkę starców. Są to starzy ebionici146, wyschli jak mumie o zgasłym spojrzeniu, białych brwiach.
EBIONICI
mówią drżącym głosem
Myśmy go znali, myśmy go znali, syna cieśli. Myśmy byli w jego wieku, myśmy mieszkali na jego ulicy. Bawił się on, lepiąc małe ptaszki z gliny, pomagał ojcu w robocie albo matce zwijał motki wełny kolorowej. Później wyjechał do Egiptu, skąd przyniósł wielkie tajemnice. Byliśmy w Jerycho, gdy przybył ten, co jadał szarańcze147. Rozmawiali po cichu, tak że nikt ich nie słyszał. Ale od tego czasu narobił on wiele wrzawy w Galilei i wiele o nim mówiono!
powtarzają po cichu
Myśmy go znali! Myśmy go znali!
ANTONI
Ach, mówcie, mówcie jeszcze! Jak on wyglądał? Jaka była jego twarz!
TERTULIAN
Straszliwa i odpychająca! Przyjął on bowiem na swoją duszę wszystkie zbrodnie, wszystkie cierpienia i wszystkie okropności świata.