Chrapliwe głosy wołają: „Ciasta, owoce, woda, napoje chłodzące, poduszki do siadania!” Od czasu do czasu grzmią oklaski. Antoni słyszy kroki ludzkie nad swą głową.

Nagle powietrze drga poruszone długim ryczeniem, potężnym i burzliwym jak szum wody u wodociągu. I dostrzega naprzeciw, za kratami innej klatki, lwa, który się przechadza, dalej szereg sandałów i gołych nóg, i sfałdowanych okryć purpurowych. W przestrzeni gromady ludzi spiętrzone symetrycznymi kołami od najniższego, które otacza arenę, aż do najwyższego, gdzie unoszą się maszty ze sznurami, podtrzymujące szerokie płótno. Schody promieniujące ku środkowi dzielą na równe działy te wielkie koła kamienne. Szczeble ich nikną pod tłumem ludu, rycerzy, senatorów, plebejuszów, westalek i kurtyzan w kapturach wełnianych, w płaszczach jedwabnych, w tunikach złotych, z ozdobami z drogich kamieni, z pióropuszami, z rózgami liktorów155; a wszystko huczy i krzyczy, szumi i wyje, i ogłusza Antoniego jak woda kipiąca w olbrzymim kotle. Pośrodku areny, na ołtarzu, dymi się wazon z kadzidłem.

Tak więc, otaczający go ludzie są to chrześcijanie skazani na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Mężczyźni noszą czerwone płaszcze kapłanów Saturna156, kobiety szarfy Cerery157. Przyjaciele ich dzielą pomiędzy sobą skrawki ich odzieży, pierścienie. Aby dostać się do więzienia, mówią oni, trzeba było wydać dużo pieniędzy. I cóż to szkodzi! Pozostaną do końca.

Śród tych pocieszycieli Antoni dostrzega człowieka łysego, w czarnej tunice, którego twarz gdzieś już spotkał; mówi im on o znikomości świata i o szczęśliwości wybrańców. Antoni jest przepełniony miłością. Pragnie sposobności, aby oddać życie za Zbawiciela i nie wie nawet, czy sam nie jest jednym z tych męczenników. Ale oprócz długowłosego Frygijczyka158, który stoi z podniesionymi do góry dłońmi, wszyscy są smutni. Starzec jakiś płacze na ławie, a młody człowiek, stojąc przy nim, marzy z pochyloną głową.

STARZEC

który nie chciał zapłacić, stoi w rogu korytarza, pod posągiem Minerwy159, spogląda na swych towarzyszy okiem, które mówi:

Powinni byliście mi pomóc. Gminy niekiedy urządzają się tak, aby je w spokoju pozostawiono. Wielu z was pozyskało nawet listy świadczące fałszywie, żeście ofiarowali bałwanom160.

i pyta się głośno:

Czyż to nie Piotr Aleksandryjski postanowił, co należy uczynić, gdy się kto zachwiał w męczeństwie?

później do siebie