„Moje dziecię, moje drogie dziecię! bądź mniej surowym dla biednych istot. Życie samo jest już dość okrutnem i surowem. Moje drogie dziecię, pomyśl, jakie było życie twojej matki, twojej biednej matki od chwili kiedyś ty ją opuścił. Moje drogie dziecię, przebacz jej, kochaj ją teraz skoro już nie żyje, albowiem odcierpiała jedną z najbardziej strasznych kar”.
Dyszała drżąca, jak gdyby mówiła do swojego syna stojącego przed nią. Poczem dodała:
— Powiesz mu pan jeszcze, że nie widziałam tamtego...
Zamilkła na chwilę, wreszcie złamanym głosem rzekła:
— A teraz proszę pana zostaw mnie pan samą, chcę umierać samotną skoro ich niema koło mnie.
Pan Brument dodał:
— I wyszedłem moi panowie, płacząc jak dziecko, tak, że mój stangret ze zdziwieniem, oglądał się na mnie. A proszę panów wszak to codziennie naokoło nas zdarza się moc podobnych dramatów jak ten.
I nie odnalazłem syna... tego syna, którego ja, mówcie sobie co chcecie, — potępiam.