— Ja? nic nowego, zawsze to samo.
— On nie chce?
— Nic chce...
— Cóż zatem robisz?
— Czy ja wiem sam co robić?
— Idź do proboszcza.
— Dobrze, pójdę...
— Ale idź zaraz.
— Dobrze, pójdę zaraz.
Popatrzyli chwilę na siebie, on trzymał ciągle dziecko na rękach, uścisnął je znowu i oddał na ręce dziewczyny.