Jednego dnia zatem zobaczywszy go przejeżdżającego mimo jej chaty z furą nawozu, wyszła ku niemu. Kiedy ją spostrzegł zatrzymał konie, ona zaś odezwała się do niego tak, jak gdyby nie widziała go dopiero od wczoraj.
— Dzień dobry Wiktor, jakże ci się powodzi?
— Dobrze, jak zwykłe, odpowiedział. A tobie?
— A, mnie szłoby nie źle gdybym nie była sama w domu, mam masę kłopotów ze względu na pola.
Rozmawiali wówczas długo oparci o koło ciężkiego wozu. Mężczyzna kilka razy pocierał czoło pod czapką i namyślał się, podczas gdy ona, zarumieniona mówiła z zapałem, przedstawiała mu swoje argumenta i kombinacye i swoje projekta na przyszłość. W końcu on odpowiedział:
— Tak, może to i będzie dobrze.
Ona podała mu rękę, jak to czynią wieśniacy przy zawarciu umowy i zapytała jeszcze:
— A zatem to ułożone?
— Tak, ułożone, odpowiedział i ścisnął podaną mu rękę.
— A zatem do niedzieli?