Cień najwyższy zbliżył się z zamaszystym ukłonem:
— Panie hrabio, przybyliśmy dzisiaj, oświadczyć panu naszą wdzięczność, — pan wie za co...
Był to znowu jakiś belgijczyk!
Po nim wyrecytowała mała, przygotowana już widocznie z góry, komplementa.
Ja, udając niewinnego, odciągnąłem na bok pannę Elwirę i po kilku słowach zapytałem ją:
— Czy ojciec dziecka pani?
— Ach! nie panie.
— Ojciec, zatem umarł?
— O! nie proszę pana. Widujemy się z nim czasem jeszcze. On jest teraz żandarmem.
— A — tak! to nie był zatem ten marsylijczyk pierwszym, — ten co to był przy porodzie?