On atoli przerywając mi nagle dalsze pytanie i tonem niezadowolenia człowieka spokojnego, którego bez powodu się zaniepokoiło, odpowiedział:
— Ach, mój stary, dajże mi już raz spokój z temi pytaniami. — Potem półgłosem, jakby mówiąc sam do siebie i z pewnem przekonaniem ludzi, którzy powzięli mądre postanowienie, dodał: — Zanadto głupie to było, pozwolić się zabijać w ten sposób.
Nie nalegałem już więcej. Poczęliśmy gawędzić o różnych rzeczach. — Nagle, zaszeptał mi do ucha:
— A gdybyśmy tak poszli na dziewczęta? Hę?
Począłem się śmiać do rozpuku.
— Jak chcesz.
— Chodźmy mój stary.