Opisałem mu dom naszej kwatery. On zrozumiał:
— Dobrze. To jest posiadłość Bertin-Lavalle. W pół godziny przybędę z czterema damami!! Ach! ach! z czterema damami!!...
Razem ze mną wyszedł, śmiejąc się ciągle i pożegnał się, zapewniając:
— A zatem, za pół godziny, dom Bertin-Lavalle.
Zdziwiony, zaintrygowany bardzo, wracałem.
— Ile nakryć? — Zapytał Marchas, spostrzegając mnie.
— Jedenaście. Nas jest sześciu, potem proboszcz i cztery damy.
Osłupiał. Ja tryumfowałem.
Zapytał:
— Cztery damy! Mówisz: cztery damy?