Ale darmo20. Pusto było wokół i głucho. Tylko wicher wył przeciągle i fale rozbijały się o skaliste brzegi.
Dwa razy jednak do roku miał książę Gotfryd gości:
Późną jesienią przelatywały koło jego wieży ptaki za morze lecące, a wiosną wracały znowu do rodzinnego kraju.
— Dzień dobry, bociany! — wołał mały książę rozwierając okno. — Dokąd to lecicie?
— Do Egiptu, do Egiptu, gdzie płynie błękitny Nil i wznoszą się wysokie piramidy — odpowiadały bociany, ale chłopiec nie rozumiał ich mowy.
— Pozdrawiam was, jaskółki! — wołał do przelatujących jaskółek.
— I my cię pozdrawiamy, malutki! — odpowiadały jaskółki, ale mały książę nie wiedział o tym.
— Czy to wy, skowronki? Czy to wy, słowiki? Prędko wrócicie?
— Na wiosnę! Na wiosnę. Gdy zazielenią się drzewa i zakwitną sasanki! — odpowiadały mu skowronki i słowiki.
— Jaki śliczny jest wasz świergot — wołał Gotfryd nie domyślając się nawet, że ptaki z nim rozmawiają.