I jak nie utnie smyczkiem!
Hej, to ci muzyczka zadźwięczała! A siarczysta, a zawrotna, a weselna, a skoczna! Hej! Miły Boże!
Zapomnieli wszyscy o tym, co im dolega!
Zatupali nogami pastuszkowie i jak w taniec nie pójdą!... A za nimi jak nie skoczą kozy i owce, a nawet krowy — choć powoli i z godnością...
Wziął się pod boki stary owczarz — nie taki on znowu stary, jak się to wydaje — jeszcze zdrowy, jeszcze krzepki31, jeszcze lepiej niż niejeden młody poskakać może! Hu! Ha!
A skrzypki coraz to zawrotniej, weselej, siarczyściej ucinają.
Tańczą już teraz i ptaki w powietrzu, i ryby w wodzie, i obłoki na niebie, a drzewa niemal ze skóry nie wyskoczą, że to niby nóg nie mają i tańczyć nie mogą...
Krzyknął owczarz Gotfrydowi:
— Przestań, na miłość boską, chłopcze, bo jak dalej grać będziesz, to góry z posad ruszą i tańczyć pójdą!
Roześmiał się Gotfryd, smyczek rzucił, a stary pastuch się tak do niego ozwie: