— Królu najjaśniejszy! Uczyń sprawiedliwość! Nie pozwól, by hrabia z Trevilu, zelżywszy65 mnie, odszedł bezkarnie! Niech za słowa swe odpowie według prawa rycerskiego!
A taka była w nim powaga i godność, że cisza się stała wielka i śmiech zamarł wszystkim na ustach.
Podniósł głowę król i rzekł surowo:
— Hrabio Arnoldzie z Trevilu! Czyś nie słyszał wyzwania? Rozkazuję ci wyjść i walczyć!
Spojrzeli po sobie rycerze, podniósł się z miejsca Arnold i rzekł:
— Żartujesz chyba, najjaśniejszy panie! Toć zhańbiłbyś na wieki mnie i ród mój, z chłopcem bić mi się każąc. Toć wszyscy by mnie palcami wytykali, szydząc: Oto mężny rycerz, co wytrącił miecz z ręki dziecka! A gdybym, wytrącając mu miecz, skaleczył go, co się przecież i najzręczniejszemu zdarzyć może, cóż bym wtedy począł ze wstydu?
Aliści odparł mu król:
— Arnoldzie z Trevilu! Rycerz nie obraża słabszych. Obrażając go, uznałeś go za równego sobie. Idź tedy i walcz!
— Czyż nic, najjaśniejszy panie — zapytał Arnold — nie zdoła zmienić twego postanowienia?
— Nic, Arnoldzie z Trevilu!