Jakże smutno i strasznie było biednej Gerdzie, kiedy wieczorem Kaj nie wrócił do domu!
Nikt nie wiedział, gdzie się podział i co się z nim stało. Chłopcy opowiadali, że jeździł po rynku, a potem swoje saneczki uczepił do wielkich sań, które pomknęły za miasto. Tyle go widziano.
Płakali rodzice, babka i Gerda, bo myśleli, że z mostu zsunął się w rzekę i utonął. Gerda płakała gorzko całą zimę.
Wreszcie nadeszła wiosna, zajaśniało piękne słoneczko.
— Kaj nie żyje! — rzekła do niego Gerda.
— Albo to prawda! — odpowiedziało słońce.
Powróciły jaskółki do gniazd zeszłorocznych.
— Kaj nie żyje! — oznajmiła im Gerda.
— Nieprawda! — odpowiedziały jaskółki.
A wtedy i Gerda przestała w to wierzyć.