Następnej niedzieli atłasowa suknia wlokła się po kamiennej posadzce przybranego świątecznie kościoła, w którym wisiały zielone gałązki i girlandy z kwiatów, a na ołtarzu paliły się złocone świece. Naomi stała na czele rówieśnic; ona była najpierwszą, a zatem najlepszą uczennicą. Nikt nie odpowiadał jak ona, nikt lepiej od niej nie dowodził, że pojął i poznał całą naukę chrześcijańską.

Kareta odjechała sprzed kościoła; koła jej przeszły nad grobem Joela.

— Dziś przysięgłam na wierność chorągwi Chrystusowej! — rzekła zamyślona Naomi. — Wychowali mnie taką, dali mi jeść i pić, żebym należała do ich grona. Wiem że dezercja jest karaną. Zresztą może to i jedno wszystko, czy się służy w konnicy, czy w piechocie, byle temu samemu królowi jegomości! — Zamyśliła się. — O Boże! toć i ja tak opuszczona na świecie! — rzekła, a łzy spod ciemnych rzęsów spłynęły na jej policzki.

Lokaj dał znać, że świetna biesiada już jest zastawioną. Pan Patermann prowadził do stołu starą hrabinę. Naomi była jeszcze w atłasowej sukni, z czerwonym pączkiem róży na bijącym sercu.

IX

Równie jak biedna prządka na wszelki wypadek zwykle przy kądzieli miewa małą niteczkę, do której przywiązać może nową przędzę, tak prości ludzie pewną też mają nić na początek i na dalsze wysnucie swoich listów: — „Jestem zdrów i wesół i rad bym o tobie wiedzieć to samo!” — jakkolwiek dalszy ciąg listu niejednokrotnie bywa w sprzeczności z podobnym początkiem. Tak samo zaczynała się także odpowiedź Piotra Wika na pismo Krystiana: reszta zaś brzmiała, jak następuje:

„Kiedyż już raz dasz pokój swoim wariactwom? — pisał. — Nie rozwijajże wszystkich żagli, dopóki jeszcze cały ładunek nie jest na pokładzie! Dobrze uważaj, żebyś nie stracił tej bagateli, którą masz w górnej facjatce! Zresztą jestem twoim dozgonnym i wiernym przyjacielem.

Piotr Wik,

właściciel i kapitan statku Łucji.”

Ręce przyjaciół ostrzejsze zadają ciosy od samych nieprzyjaciół! A w gruncie, alboż Piotr Wik nie miał słuszności? Krystian nie mógł temu zupełnie zaprzeczyć i czuł się trafionym, lecz niekoniecznie dotkniętym, jak wówczas, gdy go Naomi porzuciła w gniewie, za to, że nie usłuchał na ślepo jej awanturniczych planów. Uczucie własnej godności przebudziło się w nim i mocno ubolewał, że jej nie rzucił pod nogi całych pieniędzy. Teraz przychodziły mu na myśl setne śmiałe odpowiedzi, którymi by zaraz mógł odciąć się. Nazajutrz rano, jak już powiedziano, dom swoich rodziców ujrzał przemieniony w kupę gruzów, a słysząc żale opuszczonej matki, dał jej połowę swych pieniędzy, w nadziei, że je zwróci, skoro albo własną pracą, albo cudzą łaską uzupełni brakującą sumkę; — w tej chwili bo żadnej innej nie miał myśli. Radę przyjmuj od swoich przyjaciół, lecz nigdy nie bierz datku, nigdy, jeśli nie wiesz czy będziesz w stanie zwrócić go! Czuł on głęboko tę prawdę i przypominał sobie, jak często Naomi okazywała się dlań oziębłą i okrutną. — Już jej nie kocham! — zawołał — Wprawdzie jest piękna, ale też to jest wszystko! — a jednak myśli jego obracały się ustawicznie wkoło niej, jednak marzył, jak siedziała przy jego łożu, jak mu podawała rękę, jak raz nawet pocałował ją w oba policzki. Słodkiżto był sen! Połowę pieniędzy, które dostał od Naomi, oddał swojej matce, a ta połowa była łańcuchem, co go gniótł swym ciężarem, i gniótł go tym bardziej, im lepiej rozważał, że matki swojej jednak nie zdołał nim uszczęśliwić.