— Na miłość Boską! tylko bądź ostróżnym — rzekła Łucja. — O! ja się tak boję o niego!
— Toć on dorosły mężczyzna! — odpowiedziała Naomi — a jeśli się nie mylę, on daleko od sieni nie odejdzie. — Rzeczywiście jednak tak nie było.
Teraz kobiety były same.
— Słyszycie! — zawołała Łucja — już znowu stróż nocny grzechocze. Ach! jak to straszno w takim dużym mieście! A ludzie mieszkają tak wysoko; jedna familia wyżej od drugiej! Dałby Pan Bóg, żebyśmy już tylko byli znowu w domu!
— Ależ tam tak nudno! — rzekła Naomi.
— O nie! — odpowiedziała Łucja. — W lecie, aby tylko pogoda, zawsze się jest na świeżym powietrzu, a w zimie zawsze jest nad czym dłubać. Aż mi tęskno teraz do dachu sąsiada i do krzywych jego okien, na które przez tyle lat nieprzerwanie patrzyłam z mej facjatki; — tak jest, aż mi tęskno, bo tam niczego się nie boję, jak tutaj. Wprawdzie tu z samego początku wszystko mnie bawiło, cały ten przepych, te bogactwa, — ale nawet, gdym to oglądała, doznawałam jakiegoś uczucia przykrego, że samymi tylko obcymi ludźmi jestem otoczona, że mnie żaden z nich nie zna, a ja dla nich wszystkich jestem zarówno obojętną. Dziwna to myśl, ale jednak prawdziwa!
Krystian tymczasem był na ulicy. Chwilowo wszystko ucichło; drzwi i bramy na rozkaz władzy były pozamykane, lecz przez okna wszędzie widać było światła, — znak, że jeszcze się ludzie nie pokładli. Każdy dom zdawał się niemym lunatykiem, w którego wnętrzu poruszało się całe życie myśli. Na sali tylko, gdzie pospólstwo hula nocami i tańczy, dziś już było ciemno; żaden promień światła nie wychodził na ulicę przez wyrznięte w kształcie serca otwory w okienicach. Krystian wspomniał matkę Małgorzatę. Piotra Wika nigdzie nie dojrzał, a u znajomego mu doróżkarza wszystko było zamknięte; nikt nawet nie otworzył, gdy zastukał do bramy. Smutna to więc była odpowiedź, z którą wrócił do czekających.
Naomi uchwyciła całe położenie ze strony romantycznej, jakoż jedyna to była strona cokolwiek znośniejsza. Łucja o mało co nie rozpłakała się.
— Jeżeli wujo nie wróci do dwunastej — rzekła — to zmiłuj się Boże, ale pewnie jakieś będzie nieszczęście!
— Pan Bóg dobry i łaskawy! — odpowiedziała jej matka i rozłożyła karty, żeby też zobaczyć, co one powiedzą.