— Wystaraj mi się potajemnie o paszport! — prosiła Naomi — do Węgier albo do Bawarii, gdzie chcesz! abym tylko stąd się mogła wydobyć! abym tylko na niego nie patrzyła!
— Najprzód cokolwiek się przejedziemy! — odpowiedziała Józefina. — Skosztujemy czekolady w Josephsdorf i z gór będziemy patrzyć, czy dolina Dunaju nie nakłoni cię, żebyś została z nami. W każdym razie nie śpiesz się! Nigdy nie stawiaj zbyt dużych kroków, z którymi zresztą kobietom wcale nie do twarzy!
— Nie po raz pierwszy to napoił serce moje trucizną! — rzekła Naomi. — W Cieplicach, we dwa tygodnie po moim wyjeździe z domu, jużem go znała jak otwartą książkę, jakkolwiek wtenczas jeszcze był mądrym i przezornym. Moje postanowienie jest niezmienne!
Kabriolet zajechał, a obie kobiety puściły się w drogę. W długich alejach na przedmieściu spotkały dużo jadących powozami i konno; młodzi panicze kłaniali się Józefinie, damy uśmiechały się do Naomi. Droga ich prowadziła pod górę, z której obszerny był widok na uroczą dolinę Dunaju.
— Patrzno! — zawołała Józefina — jak się pysznie wydają te wszystkie aleje między przedmieściami a miastem. Wieża Św. Szczepana śmiało sterczy nad innymi budynkami, a tu oto widzisz Dunaj z rozkosznymi, zielono ocienionymi wysepkami. Tamte niebieskie góry już należą do Węgier! Już to co prawda, ale trzeba przyznać, że Austria nierównie piękniejszą jest od Danii!
— Jedna podobna do drugiej! — rzekła Naomi. — W Jütlandyi mamy góry równie wysokie, a mały Bełt i Sund daleko są wspanialsze od Dunaju! Jedną tylko znam zaletę Wiednia przed Kopenhagą, to jest, że powietrze tu łagodniejsze i że Włochy bliżej położone!
— Finlandczyk tęskni za swymi bagnami, a Eskimos za swoim śniegiem! — rzekła śmiejąc się Józefina.
— Ja nie tęsknię za Danią! Nigdy tam już nie wrócę! ale też i tu nie zostanę! Jestem wolną kobietą, nie jestem poddaną austriacką, więc muszą mi pozwolić wyjechać!
— Ależ Władysław będzie przeszkadzał! — odpowiedziała tamta — przeszkodzi choćby tylko dlatego, żeby ciebie udręczył, gdy go napadnie taki humor.
Rozmowę ich przerwał grabarz miasteczka, ofiarując się pokazać im kościół; w piwnicach, jak twierdził, miały być trupy przeszło stuletnie, tak dobrze zachowane, jak gdyby wczoraj dopiero pochowane.