— Wszak prawda, panie Grillparzer38, że jutro będziesz u nas czytał swoją Safonę? — rzekła dama, a wszyscy rozmawiali wesoło i z zajęciem.
— Dobranoc! Dobranoc! Spokojnej nocy! — wołały teraz głosy z drugiego końca uliczki — dobranoc! dobranoc! — i jeden z tych panów wracał tą samą drogą, oczywiście gospodarz, który gości swoich odprowadził. Piesek, biegnący za nim, raptem dopadł do rowu, gdzie siedziała Naomi, zaczął strzyc uszami i szczekać. Właściciel przystąpił do niego.
— Kto tam? — zapytał.
Naomi wstała.
— To niedobry nocleg! — rzekł — rosa już spadła; spodziewam się, że nie zechcesz tu przenocować?
— Przepraszam! — rzekła Naomi — z kim mam honor mówić?
Tamten uśmiechnął się. — Nazywam się Kastelli39 — odpowiedział — a ty, mój przyjacielu?
— Kastelli? — przerwała znowu — czy poeta?
— Tak jest, ten sam!
— Znam już pana od dawna! — rzekła! — Poezje pańskie tak mnie zawsze bawiły. Dzieckiem będąc uczyłem się pańskiej: Pochwały malców; daleko stąd zajmowałeś pan moje myśli, choć nigdy nie przypuszczałem, że się kiedyś zejdziemy, a to jeszcze w taki sposób!