Był to ostatni dzień przed wyjazdem z portu; Krystian stał przy kotwicy i patrzał na dom, w którym mieszkała Naomi. Wszystkie okna zastawione były najpiękniejszymi kwiatami wiosennymi; przepyszne rośliny południowej Afryki nie przedstawiają podróżnym większego bogactwa kolorów, jak te tutaj kwiaty naszemu małemu marynarzowi.

Przyciśnięty najdotkliwszym ubóstwem, mając przed sobą widok większego jeszcze osamotnienia, wyobrażał sobie, że zostawszy bogatym, wystawi wspaniały pałac, w którym każde okno, tak samo jak tutaj, zastawiane będzie kwiatami, a wpośród wszystkiego tego przepychu, na złocie i na jedwabiach zasiądzie powabna Naomi. Potem znów myślał o poczciwym Piotrze Wiku, z którym ostatni już przepędzał wieczór. Myśl ta jak kamień ciążyła mu na sercu.

— Cóżeś ty pypcia dostał, jak kurczątko? — zapytał Piotr Wik. — Toć teraz wracasz do Swendborga! a Łucja przyjmie cię z ochotą. Wszak ją podobno lubisz?

— O! bardzo! — rzekł Krystian, a smutek jego wylał się we łzach.

— Czegóż u kata znowu beczysz? — spytał kapitan. — W tobie chyba całe beczki pełne słonej wody! Nie! ty mi się nie zdasz na okręt! już ja dość o tym myślałem!

Krystian cały się zapłonił. Wprawdzie on sam myślał o opuszczeniu Piotra Wika, ale nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby nawzajem kapitan jego chciał się pozbyć; słowa te więc naprawdę^ przestraszyły go.

— Ja ciebie nie zrzucam z pokładu! — rzekł Piotr Wik i życzliwie przyciągnął go do siebie. — Z ciebie dobry chłopiec! Jam cię nawet polubił, ale już ty nie do morza stworzony, o tym aż nadto jestem przekonany!

Krystian byłby chciał zaprzeczyć, ale nie mógł!

— Właściwie zasłużyłeś na to, żebym cię porządnie wyłajał — mówił dalej Piotr Wik, — bo doprawdy mogłeś mi powiedzieć, jakie masz zamysły! Dawno już chciałem z tobą mówić o tym, ale zawsze cóś było na przeszkodzie! Teraz ci powiem tak, jak mam na sercu!

Czy już o wszystkim wiedział kapitan? Miałżeby wiedzieć nawet, że jeszcze tej nocy Krystian chciał opuścić okręt? Przygnębiony ciężarem sumienia, zawstydzony wzrok wlepił w ziemię.