— No, gdyby nie tak, dałbym ja mu dybiku! — rzekł Piotr Wik.

— I on poszedł na święto strzeleckie! Ucieszysz się pan, jak mu pięknie do twarzy z zieloną kokardą na czapce! Muszę panu powiedzieć, że on poszedł na czele, z nagrodą królewską, pucharem srebrnym, w ręku! Wielka o to była walka, bo syn następcy tronu z roku zeszłego, tj. syn tego, który przed rokiem najbliższy był strzału królewskiego, także chciał iść z pucharem, ale Knepus odniósł zwycięstwo, jakoż jego elew utrzymał się!

W tej samej chwili służąca zadyszana wpadła do pokoju: dopiero co był synalek praczki, żeby jej powiedzieć, iż matka jego słyszała od dozorcy, stojącego przy rogatce, że pan Knepus strzelił tuż obok czarnego punktu na tarczy, nikt zaś prócz jednego puszkarza nie byłby w stanie strzelić lepiej, a puszkarz chybił zupełnie: więc pan Knepus został Królem.

— O nie! — rzekła pani Knepusowa, uradowana w duszy — niechby lepiej był następcą tronu, bo to drogo kosztuje być królem! zaraz wszystkich trzeba częstować! Następca tronu dostaje łyżkę wazową, a właśnie nam takiej bardzo potrzeba!

— Jeżeli tak, to koniecznie trzeba nam pójść! — rzekł Piotr Wik. — Zaprowadzę królową! — i wziął panią Knepusową pod rękę. — Pójdziemy pomalutku! moje nogi właśnie najlepiej przydatne do procesji!

Nad wieczorem pełno było ludzi we wszystkich oknach. Strzelanie już się skończyło, przestrzeloną tarczę sprzedano najwięcej dającemu i dawnym zwyczajem oddano ulicznikom, by ponieśli ją do domu. Sześciu najmocniejszych i największych, napiwszy się poprzednio wódki, wzięło tedy tarczę na ramiona, na nią znów wskoczyło dwóch śmiałych towarzyszy, którzy obdzierając łuki tryumfalne z wieńców i napisów, sami w nie przystrajali się; cała reszta tłumu szła za nimi, również przybrana w zielone gałązki, a na ostatek w podwójnych szeregach zostawili miejsce dla sławetnego mieszczaństwa, które już nadchodziło z muzyką na czele.

Król strzelecki, oraz dwaj obywatele, którzy po nim celowali najlepiej: następcy tronu rzeczywisty i przypuszczalny, szli tuż za muzyką, przystrojeni w duże akselbanty wysadzane srebrnymi tabliczkami; przed nimi chłopcy nieśli nagrody: Krystian najdumniej szedł z pucharem przed panem Knepusem.

— To mój mąż! — więcej nie mogła powiedzieć pani Knepusowa.

— A tak! otóż ma i puchar! teraz w niego naleje dla drugich!

Krystian z wyrazem wesela na twarzy spojrzał na wszystkie okna i na tłoczący się tłum ludzi.