Słońce dochodziło brzegu widokręgu; trudno było wpatrywać się w nie bez przymrużenia oczów.
— Wygląda zupełnie tak samo, jak gdyby schodziło do nas na dół! — rzekła Łucja. — Gdyby istotnie przyszło, a nie było większym niż się zdaje, to gotowabym pobiec i zobaczyć!
— Ja bym pobiegł i tysiąc mil! — rzekł Krystian. — Ale chciałbym być najpierwszym, a nie chciałbym, żeby wielu biegło za mną! wtenczas cały świat mówiłby o mnie, a nazwisko moje we wszystkich byłoby gazetach!
— Na cóż by ci się to zdało? — odpowiedziała Łucja. — Dziwny też z ciebie chłopiec!
— O nie! to nie dziwactwo! co mówisz! Jakżebym rad siedział w balonie i wzniósł się tak wysoko, jak żaden dotąd nie był człowiek! jakżebym rad robił wielkie wynalazki! Gdybym był został marynarzem i gdyby ode mnie zależało, gdziebym chciał popłynąć, tobym się wybrał gdzie na odkrycie nieznanych krajów do wielkiego oceanu, albo pod same bieguny i przedarłbym się przez odwieczne lody!
— A jakbyś sobie palce odmroził, tobyś zaraz powrócił do domu! — rzekła Łucja.
— Wcale mnie nie znasz! W drobnych rzeczach nie jestem bohaterem i tego się bynajmniej nie wstydzę. Ale wierzaj mi, że gdzieby szło o co ważnego, tam znalazłbym i potrzebną odwagę. Prawda, że się boję w płaskim czółenku przeprawić przez kanał, alebym się nie bał popłynąć na nim po wielkim oceanie, gdyby istotnie szło o cóś wielkiego; prawda, że bałbym się krowy, która by mnie bodła rogami, ale gdybym był w Afryce, tobym z drugimi wybrał się do lasu na polowanie tygrysów, bo już by warto było zaryzykować życie. Utonął w kanale w Odensee! krowa zabodła go na śmierć! ot widzisz, w tym nie byłoby żadnej dla mnie sławy. Jużci kiedy poświęcić życie, to już chyba dla rzeczy nadzwyczajnej!
— Ale dlaczegóż chcesz być innym, jak inni ludzie! — rzekła Łucja i zamilkła, gdy doszli do przedmieścia z tamtej strony miasta. Ścieżka tu się zwracała w bok, a na środku drogi ujrzeli staruszkę, w zwyczajnym męskim kapeluszu, przystrojonym w pióro żołnierskie i w stare, sztuczne kwiaty; tłum uliczników biegł za nią wołając i śmiejąc się.
— To ta wariatka szewcowa, — rzekł Krystian; — chłopaki się do niej przyczepili!
— Nieszczęśliwa! — westchnęła Łucja i zapłoniła się; wspomnienie dawnego jej stanu przesunęło się przed jej duszą, chociaż nie przypuszczała, żeby Krystian mógł o nim wiedzieć.