bezsilnie
Niechaj się zbliża... Dobrze... niech tu idzie
I niech żelazną postawi mi nogę
Na karku mym. Kwitnące lica czemu
Przyrównać się nie mają błotu temu,
Skąd się zrodziły? Za koniem wleczona
W dół głową, wskażę powrotną mu drogę!
Ciało młodości pełne, co już kona,
Ciśnięte w hańbie na tym polu kaźni —
Do rozszarpania niech zgrai sobaczej