Ominął otwór bramy w tej grabieży

I poprzez śnieżne z alabastru ściany

Wdarł się w świątynię — kto mi młodociany

Ten obraz bogów tak zniekształcił świeży,

Że już nie walczą oń, komu należy,

Życie i gnicie — kto gorzej od psów

Tak go skaleczył, że Litość odbieży,

Że wieczna Miłość, niby ladacznica

W śmierci niewierna, odwraca swe lica:

Tego chcę oddać mojej zemście. Mów!