Przez krótką chwilę spogląda w pogardzie

W naszą gromadę, okiem jak ze stali,

Jakbyśmy stali przed nią skamieniali;

Ta oto dłoń, powiadam tobie, bardziej

Jest wyrazista, a patrzy mniej hardzie.

Wtem oko jej spotyka wzrok Achilla —

I niby pożar z czerwonych płomieni

Nagły rumieniec jej lica odmieni,

Ciemną purpurą biel twarzy nasila.

Skacze na ziemię (koń przysiadł na zadzie),