Lepiej powiesić się i na swój wstyd nie patrzeć, kiedy ją bez księdza, jak to zwierzę, w dół rzucą!
To też on powiesi się ani chybi, jeżeli go pan nie poratuje — powiesi się w jego oczach na klamce, jak mu życie miłe!
Naturalnie, że po tak uroczystym i właściwie zastosowanym zaklęciu, stary, którego każda wzmianka o trupach i cmentarzach, wprawiała w stan dziecinnej bojaźni, mając w perspektywie samobójstwo Murka, dał na ten uczciwy pogrzeb parę dziesiątek rubli, i tak się zgryzł swoją hojnością, że ją kilkudniową chorobą przypłacił.
Trzeba przyznać Murkowi, że z większą niż zwykle starannością gotował mu rumianek, a i to dodać należy, że część tak zręcznie wyłudzonej sumy zaniósł matce, po trosze, aby się przed nią sprytem swoim pochwalić, a po trosze, aby ją zobowiązać do niepokazywania się na oczy staremu.
— Bieliznę ja sam będę przynosił i odnosił — dołożył — a już niech mamina noga u nas nie postanie, bo miałbym bal! Stary by umarł ze strachu, jakby mamę zobaczył, a jakby nie umarł, to by mi nigdy nie darował, żem204 go tak wziął na kawał! Bo też to jest rzetelny kawał. O świecie!
I tak uśmiercona za życia rodzicielka, jak jej rozkoszny potomek, co ją uśmiercił, śmiać się do rozpuku zaczęli.
Innym razem już nie ambicja, ale honor Murka zagrożonym został. Nieszczęście wyciągnęło ku niemu szponiastą swą rękę, nie z poza bram cmentarnych, lecz zza zielonego stolika.
— Zmusili go — mówił — wciągnęli gwałtem, karty do ręki pakowali, więc — czegóż człowiek dla kompanii nie zrobi? — zaczął grać — No, i przegrał; trzydzieści pięć rubli, czy coś. — A grosza przy duszy nie miał, jak zawsze. Czy to on ma kiedy pieniądze? Cóż teraz zrobi? Oddać odda, choćby zabić kogo i do kryminału iść, boć to dług honorowy, a on wie, co honor znaczy!
I tutaj tak łyskał honorowymi oczyma i tak znacząco zaciskał honorowymi pięściami, że Skulskiego aż coś podrzucać zaczęło na wózku ze strachu. Kogoż205 by on mógł najporęczniej zabić w tym honorowym uniesieniu, jeśli nie jego? Październikowy, chłodny zmrok szarą gazą przesłaniał mętne szyby; na podwórzu cicho było zupełnie; nikt by go nie zobaczył... nikt nie usłyszał...
— Murku — zaczął płaczliwie — nieszczęśliwe dziecko! Widzisz — gdybyś wieczory po bożemu ze mną spędzał...