— A czym chciałeś być?
Pan Leonard zdziwił się.
— Jak to czym? Tym, czym jestem. Sobą i urzędnikiem w towarzystwie ubezpieczeń!
— Słyszycie! Słyszycie! — zaszemrały dokoła głosy. — Jest, czym chciał być! Szczęśliwy! Szczęśliwy!
Najpotężniejszy z głosów badał dalej:
— Czy walczyłeś kiedy z twoimi przekonaniami? Czy ponosiłeś dla nich jakie ofiary?
— Ja nie mam takich przekonań, z którymi potrzebowałbym walczyć lub ponosić dla nich ofiary — odparł pan Leonard. — Dzięki Bogu nie zbywało mi nigdy na rozsądku.
Ten sam chór, co poprzednio, dał się słyszeć! — Szczęśliwy! Szczęśliwy!
— Czy nie dostałeś kiedy pierwszej nagrody na konkursie? — pytał tajemniczy głos.
— Nigdy! — odpowiedział pan Leonard mocno zdziwiony.