— Ja, kwitnę! — wykrzyknął pan Leonard i chociaż już rąk nie miał, zrobił taki ruch, jak gdyby sobie chciał urwać tę kwitnącą głowę.
I musiał ją urwać istotnie, bo nagle wszystko uciekło i znikło, a on sam pogrążył się w jakąś bezdenną nicość...
Wyrwało go z niej mocne szarpnięcie za ramię.
Pan Leonard otworzył oczy i zobaczył, że jest biały dzień, że on sam leży na ławce, że trzyma w ręku prześliczną, zapewne z sąsiedniego krzaka oberwaną przez sen różę, a przed nim stoi stróż ogrodu i pyta go z groźną miną, dlaczego tu noc przepędził, dlaczego zrobił szkodę i czy nie wie, czym to pachnie?
Zbytecznym byłoby dodawać, iż pan Leonard nie opowiadał mu swoich romantycznych przygód, lecz prozaicznie sięgnąwszy do portmonetki, uspokoił skutecznie drażliwość tego męża.
Następnie wrócił do domu i położył się do łóżka, wypiwszy szklankę malinowego odwaru na poty, jako zabezpieczenie przeciw możliwemu po przespanej pod gołym niebem wilgotnej nocy, katarowi.
Można prawie ręczyć, iż to był jego pierwszy i ostatni wybryk!
Wystawa w Bezradnowie
Miasto Bezradnowo ma zaszczyt być stolicą kraju zwanego Niedołęganią. Ta znów chlubi się opartą na wiarogodnych podaniach i autentycznych dokumentach starożytnością swego narodu, sięgającą tak zamierzchłych wieków, że nawet rasa indyjska, wyhodowana w kolebce ludzkości, wobec tych przedpotopowców sprawia wrażenie podlotka.
Nie dość na tym. Naród Niedołęgów posiada proroctwa i naukowe teorie, zaczerpnięte nie tylko z jego dziejów, lecz znajdujące potwierdzenie w historii całego świata, że żywotność jego oprze się wszelkim zakusom279 kolonizacyjno-wywłaszczeniowym, bodajby o sile miliona germańskich elementów i trwać będzie, dopóki kula ziemska nie wypadnie z orbity planet zamieszkanych.