— Panie Emilu kochany, coż to takiego?
A pan Emil, który już ze dwadzieścia razy informacji tej udzielał, objaśnia z anielską cierpliwością:
— To Zenoburg, szanowny panie, zamek, w którym zamknęła się ostatnia Raubritterin11 Katarzyna Maultasch i przez trzy miesiące stawiała opór oblegającym ją wojskom cesarskim.
— Proszę! Proszę! — mówił wujaszek z uznaniem — Bardzo zajmująca ruina. Coś rycerskiego. Ot! To lubię.
Na wycieczkach, jakie często odbywaliśmy powozem, bywało jeszcze gorzej. Wujaszek zasunięty w głąb z rękoma opartymi na lasce z gałką ze słoniowej kości, rozglądał się pilnie po okolicy, zarzucając pytaniami naszego towarzysza, a ten, siedząc na przodzie wykręcał we wskazanym kierunku swą drobną postać, istny żywy Baedecker12 na usługach niezmordowanego turysty.
Czasem jednak drobiazgowość wujaszka przewyższała jego kompetencje.
Oto gdzieś ze skały sączy się cieniuchna niteczka wody. A wujaszek zaraz:
— Panie Emilu kochany, toż co za strumyczek? Jak się nazywa?
— To, proszę szanownego pana — odpowiadał zakłopotany pan Emil — to... rzeczywiście nie wiem. Zapewne po zeszłotygodniowych deszczach...
— Aha — mówił wujaszek — powiadasz pan, że po deszczach? Bardzo, bardzo sympatyczny strumyczek! Szkoda tylko, że pan nie wie, jak się nazywa.