Po czym nagle:

— Ty jesteś bardzo rozsądny, Bolesiu, nieprawdaż? — zapytała.

I znowu, jak gdyby mi wszelką zdolność kombinacji odjęto, nie dopatrzyłem się żadnego związku pomiędzy tym pytaniem, a poprzednimi mymi słowy.

Odrzekłem więc po prostu:

— Pochlebiam sobie. Bo co?

— Nic.

A po chwili dodała:

— Rozsądek podobno myli się rzadko; ale gdy się raz omyli... Wyrządziłeś mi teraz wielką niesprawiedliwość, kuzynie.

— A to jakim sposobem? — zawołałem.

Zarumieniła się i spuściła oczy.