— Hm! Istotnie — mruknął hrabia, pilnie patrząc w ziemię. Nawet jemu było nieswojo.

Książę chodził tylko po pokoju, na ustach błąkał się niby uśmiech zakłopotania, niby oburzenia.

Księżna ciągnęła dalej, ubawionym tonem:

— Ten list ojciec mój schował do archiwum. W zbiorze wszelkich osobliwości hrabiów Borelskich będzie unikatem. „Szanowny panie” i nic nadto?!...

Zaśmiała się nerwowo, niemal ze spazmem.

Holewicz stał ogłuszony, jak obity szyderstwem.

Wszyscy byli niewymownie zmieszani.

Księżna, nie zwracając już uwagi na obecność administracji, odwróciła się do męża i hrabiego. Lecz spostrzegłszy, że Holewicz złożył głęboki ukłon i odchodzi wraz z innymi, prędko podeszła do Michorowskiego.

— Panie Bohdanie, pan zostaje z nami, tylko przebierze się pan, naturalnie. To jeszcze potem, jak zbiorą się damy.

— Prosimy bardzo. Ale nawet już prosiliśmy! — dodał książę.