— Gdyby żył ojciec, Bohdan nie zostałby zrujnowany — wybuchnął ordynat. — Teraz musi pracować, bo w przeciwnym razie nie będzie miał z czego żyć. U mnie na łasce nie zostanie: za dużo ma ambicji i za to nie wolno go ganić.
Waldemar przypomniał pani Kornelii jej własne słowa, jakie skierowała do Bodzia na temat tracenia pieniędzy ordynackich.
— Wobec tego nie pojmuję dzisiejszej niekonsekwencji. Kuzynka wyrzekła się go, a teraz chce mu zabronić pracy? — dodał podrażniony.
Pani Michorowska poczuła się jakby przyłapana. Sama nie wiedziała, czego chce, jadąc tu, i odjechała z niczym.
— Bodzio wyrabia się i będzie człowiekiem; ale chcąc nim zostać, musi poznać wiele spraw — rzekł jej ordynat na pożegnanie.
Sam jednak postanowił odwiedzić Bodzia. Ale najpierw był w Skłodkowcach. Pani Idalia, przebywszy lato z córką i ojcem, znowu wyjechała za granicę i połączyła się z Barskimi.
W kołach arystokratycznych mówiono nawet, że baronowa wychodzi za hrabiego Barskiego.
Ordynat wzruszył ramionami. Pan Maciej smutnie kiwał głową. A Lucia rzekła tylko:
— Możebne i to.
Patrzyła na Waldemara z niemym błaganiem, jakby u niego szukając pociechy w swym sieroctwie. A on przyjeżdżał często, mówił do niej dobre, miłe słowa i Lucia była szczęśliwa.