Zapytana przez Macieja, czy Lucia prędko powróci do Słodkowic, pani Rita odrzekła, patrząc nieznacznie na Waldemara:
— Obecnie o tym nie myśli; jest jednak niewyraźna. Tęskni widocznie, ale... mówi, że jest tu zbyteczna.
Pan Maciej westchnął.
— Przeciwnie! Jest tu niezbędna!
— Gdyby o tym wiedziała, może zmieniłaby zdanie?... — rzekła Rita bez przekonania.
— Tak... gdyby jej tylko o mnie chodziło — szepnął staruszek.
Waldemar udał, że nie słyszy.
On rozumiał Lucię i jej uczucia. Po owej scenie na tarasie wyjechała z nadzieją, że on pośpieszy do niej lub wreszcie jakimś sposobem, choćby listownie, zakończy trapiącą ich wspólnie mękę niepewności. Ale słowa, niedopowiedziane, wsiąkły wraz ze śniegiem w zaśnieżony park i stopniały. Lucia, nie widząc wówczas twarzy Waldemara i nie odgadując należycie zmiany w jego głosie, nie przeczuła, jaki miał być dalszy ciąg jego słów.
Pozostała w złudzeniu.
Minęła zima, wiosna i lato.