Szedł do swego mieszkania uspokojony, prawie wesół. Przypomniał sobie pierwszy pojedynek w Warszawie i to go znowu rozdrażniło.

„Jaka różnica między tamtym a tym, który nastąpi!” — myślał.

Żałował Luci i z nią razem życia. Bardzo jasno i wyraźnie odczuł teraz miłość do niej i cześć, i uwielbienie, i współczucie nad losem jej nieszczęsnym.

— Co się z nią stanie? — pytał siebie Bodzio.

Pojedynek zmalał wobec tego pytania, które pochłaniało całą istotę młodzieńca.

— Co się stanie z Lucią?

I bez odpowiedzi, mogącej go uspokoić, Bohdan męczył się całą noc.

XLVIII

Brochwicz chciał wyrwać z siebie tę prawdę okrutną, którą mu rzucił Michorowski. Lecz nie mógł. Gorzka, wstrętna prawda rozrosła się w jego duszy i unicestwiła ją. Następowały myśli bardzo trzeźwe i bardzo bolesne.

— Bohdan ma słuszność! Ona by mnie znienawidziła. Ona mną gardzi, tamtego ceni jako swego wybawiciela. Bohdan postąpił z Lucią uczciwie, tylko ja chciałem ją poświęcić dla własnego egoizmu.